HISTORIA KOPALŃ GŁĘBINOWYCH WĘGLA BRUNATNEGO W MIEJSCOWOŚCI PIŁA
Początki wydobycia - okres niemiecki 1850 - 1920

Cała historia sięga około 1850 roku kiedy to ówcześni mieszkańcy Piły-Młyn odkryli, że jak się dobrze w ziemi pokopie to można natrafić na węgiel - nie ten kamienny, ale brunatny - wystarczająco dobry aby domy ogrzewać. I tak rozpoczęło się lokalne wydobywanie węgla przez mieszkańców. Trwało to do roku 1892 kiedy to dwaj bracia pochodzenia niemieckiego David i Jakob Bukowzer (Bukofzer) w czasie prac remontowych drogi w Pile-Młyn też natrafili na pokłady węgla brunatnego. Niemiecka rzetelność nakazała im wówczas sprawdzić co też kryje ta ziemia. Do zbadania pokładów węgla zatrudnili znanego w owych czasach geologa z Berlina niejakiego Jentzsch'a (1892). Pojawił się wkrótce na miejscu wraz ze swoimi ludźmi i rozpoczął badania. Wykonano szereg odwiertów geologicznych i sporządzono pierwszą mapę z przekrojem geologicznym terenu w Pile-Młyn. Wyniki okazały się obiecujące. Węgiel zalegał w pokładach poziomych na głębokości do 100 metrów pod powierzchnią gruntu. Poziomy rozkład pokładów został później zanegowany przez geologów badających te tereny po 1900 roku. Bracia David i Jakob Bukowzer wybili pierwsze szyby i sztolnie górnicze o długości 250 metrów znajdujące się na głębokości 19.6 m pod powierzchnią (Stolln I, Stolln II i Stolln III - na podstawie mapy kopalni "Grube Buko bei Tuchel") i rozpoczęli wydobywanie węgla brunatnego na skalę przemysłową z pierwszej założonej w Pile-Młyn kopalni o nazwie BUKO (od nazwiska jej założycieli). Już w grudniu 1892 roku wysłano kilka pierwszych wagonów z węglem do Berlina. Ze względu na brak doświadczenia w podziemnym wydobywaniu węgla praca nastręczała wiele trudności, a sama kopalnia działała z czasowymi przerwami w wydobyciu. Planowano wtedy wybudować kolejkę wąskotorową z kopalni BUKO do pobliskiej Tucholi, gdyż wydobycie cierpiało z powodu trudności związanych z transportem węgla.

W roku 1898 ponownie zaproszono geologa z Berlina, wspomnianego wyżej Jentzsch'a, który przebadał tereny otaczające kopalnię BUKO. Wyniki badań potwierdziły słuszność rozpoczęcia intensywnej eksploatacji węgla na tym terenie.
Jak pisano w "Pielgrzymie" z 1900 roku
"...na roli plebańskiej w Gostyczynie zaczną teraz wedle zasad górniczych wydobywać węgiel brunatny. Odnośne miejsce nazwano kopalnią „Olgi” (Grube Olga)
Wkrótce przedsiębiorcy niemieccy powołali do życia spółkę wydobywczą o nazwie Westpreussische Bergbaugesellschaft m.b.H. i w 1900 roku ruszyła druga kopalnia - OLGA (Olgagrube). Po zatrudnieniu do pracy sztygarów ze Śląska rozpoczęto profesjonalnie wydobywać węgiel brunatny z głębokości od 20 do 50 metrów sztolniami upadowymi oraz chodnikami wydobywczymi , których wyloty usytuowane były na skarpach od strony rzeki Brdy (patrz zdjęcie).
Ruszyła wypożyczona z pobliskiego Łyskowa maszyna parowa, która z najniższego poziomu kopalni (tzw. poziomu odwadniającego) wypompowywała całą wodę gromadzącą się w kopalni wprost do rzeki Brdy za pomocą pomp centryfugalnych. Wydobywany węgiel trafiał głównie na rynek niemiecki (Berlin), ale też sprzedawany był lokalnie pod nazwą "Gostoczyner Braunkohle". W owym czasie - według materiałów niemieckich w roku 1918 - uruchomiono linię kolejki wąskotorowej z Piły do Liebenau (Gostycyn), która dostarczała węgiel do stacji przeładunkowej pobudowanej w oddalonym o 5km od Piły Gostycynie. W kopalni Olga, jak wskazują źródła niemieckie, w okresie od 1900 do 1910 roku wydobyto spod ziemi 100,000 ton węgla brunatnego.

W tym czasie pokłady węgla na których bazowała wcześniej BUKO eksploatować rozpoczęła kopalnia Aleksandra. Wydobycie roczne z tej kopalni, jak podają zestawienia niemieckie z tamtego okresu, wynosiło około 4,000 ton węgla.

Okres polski 1920 - 1939
Po I Wojnie Światowej niemieccy właściciele kopalń z panem Wilhelmem F. Krüger'em na czele stanęli wobec problemu wywłaszczenia. Kopalnię Aleksandra, Olga i Montania przejęli bracia Tadeusz i Stanisław Radomscy (byli też właścicielami tartaku, cegielni i młyna w Pile-Młyn), którzy wydzierżawili ją od Niemca Krügera. Bracia założyli firmę o nazwie "Pomorskie Zakłady Górniczo-Przemysłowe Bracia Radomscy - Towarzystwo Akcyjne". Po 1920 roku rozpoczęło się nieuregulowane wydobycie węgla brunatnego głównie ze względu na brak płynności finansowej właścicieli. Bywały lata kiedy kopalnie pracowały "pełną parą", ale bywało też tak, że czasowo je zamykano.
Przykładowo, według informacji przedstawionych przez wizytującego kopalnie w 1921 roku inspektora Państwowej Inspekcji Przemysłu, wydobycie wynosiło około 150 ton dziennie, co rocznie stanowiło około 40,000 ton węgla.
"(...) W kopalni "Montania" zatrudnia się obecnie około 100 chłopa i to w 3 zmianach po 8 godzin. Prace przygotowawcze do eksploatowania są w pełnym biegu. Po sporządzeniu szybu (3,5 x 2) wydobywa się węgiel z górnej części mniej więcej z 6 m w sposób ręczny, a do dalszego i głębszego wydobywania węgla używa się wagoniki za pomocą siły parowej(...)"
W roku 1933 natomiast wydobycie według relacji właścicieli wynosiło 450 ton węgla miesięcznie, a więc około 5,500 ton rocznie.
Radomscy, początkowo wspierani przez Rząd Polski (Ministerstwo Przemysłu i Handlu - Departament Przemysłu i Handlu w Poznaniu), rozpoczęli się procesować z Wilhelmem F. Krügerem (firma górnicza Grube "Montania" Braunkohlenbergwerk Tiefbau) o kopalnię Montania. W kwietniu 1920 roku sprawozdawca inż. Lemańczyk na konferencji Departamentu Przemysłu i Handlu w Poznaniu informował:
"(...)Zdaje mi się jednakowoż, że dzisiaj węgiel ten z pewnością i u nas łatwo będzie miał odbiorców, albowiem nasza dzielnica jest tak samo przeważnie rolnicza jak to są Prusy Wschodnie i Pomeranja. Skoro możemy węgiel brunatny w naszem przemyśle zużytkować, w ten czas powinien rząd na Kopalnię (przyp. OLGA) wpływać żeby ona produkcję węgla jak najbardziej podwyższała, a na wywóz węgla za granicę Pomorza pod żadnem warunkiem nie zezwolić, chyba w zamian za węgiel kamienny(...)
Inni lokalni mieszkańcy zachęceni sukcesem niemieckim sami zaczęli wydobywać węgiel z pokładów znajdujących się pod ich parcelami. Sprawą zainteresował się Urząd Górniczy w ówczesnych Tarnopolskich Górach (dzisiaj Tarnowskie Góry), który po przeprowadzeniu wizji lokalnej zakazał wydobywania węgla ludności lokalnej. Jeśli chodzi o braci Radomskich to w 1933 tymczasowo wstrzymał wydobycie węgla z ich kopalń, gdyż nie zatrudniali wymaganego prawem górniczym inżyniera górniczego.

Wieść o kopalniach na Pomorzu rozeszła się bardzo szybko i w dobie ogromnego zapotrzebowania na energię do Piły zaczęli ściągać różni pasjonaci górnictwa z nadzieją na zrobienie dobrego interesu. Jednym z nich był wieloletni kierownik kopalni na Śląsku oraz kombatant w walkach o niepodległość kresów zachodnich Antoni Ostrowski. Kupił w Pile trochę ziemi i rozpoczął profesjonalnie badać teren. Wkrótce potem uruchomił kolejną kopalnię w Pile a mianowicie Teresę. Dobre układy z władzami Urzędów Górniczych na Śląsku i doświadczenie w pracy wydobywczej oraz dwa dobre pokłady węgla a mianowicie Montania i Wilhelm w obszarze pola górniczego Barbara spowodowały bardzo szybkie uruchomienie kopalni na skalę przemysłową. Na terenie zaczęły funkcjonować dwie konkurencyjne firmy, a mianowicie Pomorski Przemysł Górniczy braci Radomskich (kopalnie Olga, Aleksandra i Montania) oraz kopalnia Ostrowskiego (Teresa). Ostrowski był w gorszej sytuacji gdyż nie posiadał dojścia do swoich złóż od strony rzeki więc zmuszony był wybić kilka szybów pionowych wraz z drewnianymi wieżami wydobywczymi oraz kilka sztolni upadowych do 2 podziemnych pokładów węgla. Węgiel wydobywano na 4 poziomach wydobywczych. W swojej relacji z 1937 roku do Wojewody Pomorskiego Ostrowski pisze:
"(...) w odległości 90 metrów od szosy Gostycyn-Piła-Tuchola, wybiłem szyb górniczy 20 metrów głęboki, 1,8 x 2 metry wymiary do węgla pokład I o grubości 2,45m w tym pokładzie (...) rozprowadziłem chodniki w węglu na prawo i lewo od szybu 1/ 267m długi, 2/ 180 m długi tak zwany chodnik główny i o tych samych długościach o 1,5 metra wyżej we (nieczytelne) pokładu chodniki wentylacyjne do przewietrzania i oczyszczania kopalni z powietrza zepsutego, następnie rozprowadziłem chodnik od szybu i znajdującego się tam pokładu węglowego prostopadle, chodnik w płonnych skałach 52 m długi 1,7 m wysoki i 1,2 m szeroki do następnego pokładu 2,2 m grubego, rozprowadziłem w tym pokładzie chodniki w węglu, a do przewietrzenia tego pokładu wybiłem szyb wentylacyjny 1,2 m szeroki i 1,1 m długi 20 metrów głęboki. Węgiel z przodków roboczych (tzw. ściana przy której pracują górnicy - przyp.) transportuję po szynach w wozach pod szyb, a za pomocą wyciągu trybowego wyciągam urobek na powierzchnię liną o wytrzymałości 5 krotnej, siłą ludzka na razie. (...) już w tym roku muszę zastosować lokomocję parową, gdyż w przeciwnym razie urobionego węgla nie zdołał bym przy wyciągu ręcznym wydobyć (...)"
Ponadto Ostrowski musiał się "dogadywać" z właścicielami gruntów pod którymi chciał wydobywać węgiel. W 1936 roku ówczesny Starosta Powiatu Tucholskiego Jerzy Hryniewski tak pisał do Wojewody Pomorskiego w Toruniu:
"(...)W roku 1936 Urząd Górniczy /w Tarnopolskich Górach/ udzielił koncesji na wydobywanie węgla /na 100 ha/ długoletniemu Kierownikowi kopalni na Górnym Śląsku p. Antoniemu Ostrowskiemu, doskonałemu fachowcowi, człowiekowi bardzo poważnemu i zasługującemu na zaufanie pod każdym względem.
Po dłuższych i szczegółowych poszukiwaniach i badaniach technicznych, p. Ostrowski w przeciągu 1936 r. już zapoczątkował wydobywanie węgla na terenie gminy Gostycyn. - Wszystkie roboty techniczne /chodniki, szachty, kanały wentylacyjne, budynki/ wykonane zostały, według orzeczenia Urzędu Górniczego, wzorowo. - Dzięki tym inwestycjom wartość kopalni, już w obecnym stanie szacowaną jest na sumę do 150,000 zł. (...)"
Do pracy w kopalniach zatrudniano ludność z prawie całego powiatu tucholskiego oraz sprowadzonych ze śląska sztygarów i inżynierów górniczych. W szczytowych okresach wydobycia "na kopalniach" pracowało prawie 200 górników. Społeczność skupiona wokół kopalń zaczęła funkcjonować na tych samych zasadach co ludność na Śląsku, a więc czcić św. Barbarę, obchodzić Barburkę, na oficjalnych uroczystościach pojawiać się w galowych mundurach górniczych i szczycić się ze swej górniczej profesji. W materiałach archiwalnych pojawia się wiele nazwisk mieszkańców Gostycyna jak i innych miejscowości Powiatu Tucholskiego wraz z funkcjami jakie pełnili w kopalniach, np. szleper, wózkowy, czy starszy górnik.
Praca była bardzo ciężka. Nie obyło się też bez tragedii. W roku 1923 na skutek awarii maszyny parowej stanęły pompy odwadniające jedną z kopalń (prawdopodobnie Montanię), a woda która się w kopalni zgromadziła podmyła niebezpiecznie jeden z szybów kopalni, który w konsekwencji runął. Przerażeni tym faktem właściciele wprowadzili zakaz wstępu na teren kopalni. Ogłoszenia o treści przedstawionej poniżej pojawiały się w Orędowniku Powiatu Tucholskiego z tamtego okresu.

Jak ważne dla budującego się w owym czasie Państwa Polskiego były to kopalnie może świadczyć fakt wizytowania ich 5 sierpnia 1924 roku przez ówczesnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego.
Problemem, który nie spędzał snu z oczu właścicieli było ich znaczne oddalenie od głównych dróg komunikacyjnych. Koszt eksploatacji kolejki wąskotorowej bardzo często pochłaniał całkowicie zysk wypracowany ze sprzedaży węgla. Wydobycie prowadzono do rozpoczęcia II Wojny Światowej, kiedy to poprzedni właściciele niemieccy i Rząd Faszystowski upomnieli się o złoża.
Okres niemiecki 1939 - 1944
W roku 1943 na terenie tym pojawił się oddział Wehrmachtu z dr Scharfem na czele. Scharf był kapitanem i zarazem geologiem z Wiednia. Wyposażony w nowoczesne maszyny geologiczne rozpoczął gruntowne badanie pokładów węgla w Pile-Młynie. W okresie od 1943 do 1944 wykonano ponad 100 odwiertów i przebadano złoża węgla brunatnego. Powstał dokładny raport geologiczny pokładów, z którego dowiadujemy się, że kopalnie BUKO, OLGA, ALEKSANDRA, MONTANIA i TERESA wyeksploatowały już do głębokości 50 - 80 metrów pokłady węgla zalegające na południe od drogi relacji Gostycyn - Piła-Młyn i istnieje możliwość eksploatacji pokładów znajdujących się na północ od wspomnianej powyżej drogi w kierunku Jeziora Szpitalnego - zwłaszcza pokładu Montania. Wydobycie na tym terenie prowadziła już co prawda przed wojną kopalnia węgla Teresa Ostrowskiego, ale jak stwierdzili Niemcy, zalegające tam złoża są na tyle pokaźne, że wskazane było ponowne uruchomienie kopalni w oparciu o szyby Teresy i przemysłowe ich wykorzystanie. Scharf stwierdził też, że złoża węgla zalegające łuskowo o nachyleniu 35 stopni można eksploatować na głębokościach poniżej głębokości 50 metrów. Zakończenie działań wojennych spowodowało jednak zaprzestanie prac zmierzających do ponownego uruchomienia kopalń w Pile-Młynie. Ludność lokalna wspomina jednak o jeszcze jednym oddziale niemieckim, który stacjonował na tym terenie tuż przed końcem II Wojny Światowej. Żołnierze niemieccy "czegoś tam wtedy pilnowali" wspominają mieszkańcy. "Nazywaliśmy ich 'trupie czaszki'". Sugerować by to mogło stacjonowanie na tym terenie przez krótki okres czasu oddziału SS.

Okres polski po 1945 roku
Ostrowski jeszcze po wojnie przez kilka lat wydobywał węgiel z kopalni Teresa, wydobycie to jednak było niewielkie ze względu na duże koszty transportu i niską cenę węgla. Węgiel brunatny wyparty został bowiem całkowicie z rynku przez bardziej kaloryczny węgiel kamienny.
Władze poprzedniego systemu jeszcze w roku 1964 i 1972 przeprowadziły w Pile odwierty poszukiwawcze, ale nie wznowiono wydobycia węgla. W trakcie hydrologicznych prac wiertniczych w latach 70., jak wspominają mieszkańcy, wwiercono się w starą kopalnię Montania i wyciągnięto stempel z jednego z chodników, a ujęcie wody dla Piły-Młyn znajduje się w miejscu gdzie na starej mapie zaznaczona jest kopalnia OLGA.
Starsi mieszkańcy pobliskiego Gostycyna wspominają jak w trakcie roku szkolnego wybierali się z nauczycielką geografii do kopalń w Pile. "Wchodziliśmy takim wejściem pod ziemię razem z nauczycielką trójkami, niekiedy czwórkami. Pamiętam jak pani wołała do chłopców: Józiu, Szymonku nie tak daleko bo zabłądzicie, gdy chłopcy biegali po tych korytarzach".
Ostatni ślad administracyjny dotyczący kopalń w Pile pochodzi z roku 1987 i jest to opracowanie prof, Ciuka z Głównego Instytutu Geologicznego w Warszawie, w którym przedstawia on opis złóż węgla w Pile-Młynie i krótko przedstawia historię wydobycia węgla na tych terenach. W ostatnich słowach swego opracowania mówi, że eksploatacja małych złóż węgla brunatnego będzie w przyszłości z pewnością kontynuowana, a węgiel wykorzystywany lokalnie.

W roku 2000 - 2001 kopalnie eksplorowała grupa speleologów, którzy w swojej relacji wspominają, że chodniki są zachowane w bardzo dobrym stanie, oprócz poziomu najbliżej powierzchni, który ze względu na wiele zawałów jest praktycznie niedostępny. Poziom drugi i trzeci kopalń jest drożny. Kopalnie Aleksandra i Olga są połączone razem siecią korytarzy. Na starych belkach, tam gdzie przecinają się korytarze, widnieją też tabliczki informacyjne w języku niemieckim. Najniższy poziom - czwarty - kopalni jest poziomem odwadniającym i jest zalany wodą.
W roku 2003 odnotowano zawalenie się jednego z chodników starej kopalni Olga, co było widoczne na jednej z działek budowlanych znajdujących się nad kopalnią. Ziemia zapadła się tam na około 3 metry głębokości. W zapadlisku według świadków widać było belki kopalniane. Na wyrównanie zapadliska zużyto 24 tony żwiru. Na całym terenie po byłych kopalniach węgla widoczne są ciągi zapadlisk o różnych średnicach i głębokościach. Najgłębsze mają 5 metrów głębokości. Szczegółową inwentaryzację zapadlisk kopalnianych wykonała w 2006 roku grupa studentów i wykładowców Instytutu Geografii Uniwersytetu im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Zawirowania historyczne po upadku poprzedniego ustroju spowodowały, że temat ponownego wykorzystania zalegających w Pile złóż węgla brunatnego odsunięto na dalszy plan, a o kopalnie i wskrzeszenie ich historii i pamięci o ludziach, którzy tam pracowali upomnieli się obecni mieszkańcy i miłośnicy Piły nad Brdą, których gromadzi wokół siebie nie kopalnia BUKO, a Stowarzyszenie BUKO.
Tutaj historia zatacza wielki krąg i wraca do punktu wyjścia. Zapomniane przez lata kopalnie znów odżywają i dzięki naszej pracy wkrótce wznowią działalność. Tym razem turystyczną, a nie wydobywczą.
Ocalić od zapomnienia - to nasz główny cel.
autor opracowania: Wojciech Weyna